wtorek, 7 maja 2013

Dużo wolnego, mało szyciowych konkretów :(

Minął długi, majowy weekend. Niestety przyszło mi cały tydzień walczyć z mocnym przeziębieniem. Moje ambitne plany likwidacji UFOków za sprawą tej akcji musiały zatem ulec przesunięciu na dalszy termin. Udało mi się jednak zdziałać małe co nieco:)

Na pierwszy ogień poszła papaverowa minimalistyczna tunika, którą już od dawna miałam na oku:


Wykrój faktycznie okazał się banalnie prosty. Najwięcej zachodu było z obszyciem lamówką dekoltu, ale i to mnie nie zniechęciło. Niestety w ferworze walki zszyłam szwy boczne NA LEWĄ STRONĘ (!) i nie miałam już cierpliwości do prucia. Tunika musiała zasilić chwilowo UFOkowy batalion, ale obiecałam sobie, że w tym tygodniu ją skończę i wtedy pokażę w całej okazałości.

Po drugie, zmobilizowałam się do uszycia poduszek na kanapę, uwalniając w ten sposób z pudła piękny kawałek bawełny we wzór starodruku:



Mimo, że suwaki są na wierzchu, nie przeszkadza to, udało mi się je dobrać idealnie kolorystycznie. Na kryte zapięcie tkaniny było za mało.

Teraz parę słów na tematy kulinarne. Wczoraj mój młodszy syn skończył 9 lat:) Po wspólnym przejrzeniu naszego ulubionego bloga z wypiekami wybrał na ciasto urodzinowe malinowe lustro. To szybki, pyszny, pachnący latem deser z bitej śmietany z przecierem malinowym i odrobiną żelatyny.
Ponieważ wcześniej już robiłam to ciasto i miałam wtedy problemy z wydobyciem go z tortownicy, postanowiłam zrobić eksperyment i wykonać ciasto bezpośrednio na paterze. Ułożyłam więc na paterze brzeg tortownicy, wypełniając spód biszkoptami zgodnie z przepisem:


Następnie zagotowałam i przetarłam przez sito mrożone maliny, dodałam do nich rozpuszczoną żelatynę, ubiłam śmietanę kremówkę. Wszystkie składniki połączyłam ze sobą i tak przygotowaną masę wyłożyłam na biszkopty. I tu musiałam szybko użyć inwencji twórczej, ponieważ masa, pomimo gęstości, zaczęła wyciekać dołem. Przycisnęłam więc szybko całość ciężką patelnią:)


Po zastygnięciu masy w lodówce na wierz dodałam galaretkę. Gotową całość (po oczyszczeniu brzegów patery) oprószyłam cukrem pudrem, niestety wzorek na galaretce tajemniczo znikł. A oto efekt końcowy:



Zapewne ten deser niedługo powróci do nas w różnych odsłonach ze świeżymi sezonowymi owocami:)

Nie mogąc się już doczekać innych wiosennych przysmaków, przygotowałam wczoraj także pierwsze małosolne ogórki. Co tu dużo pisać, już są pyszne!




2 komentarze:

  1. Super ciasto! Ogórka też bym z chęcią zjadła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Hi, hi, ogórki już się kończą, trzeba będzie nastawiać nowe:)

      Usuń

Dziękuję za komentarz:)