wtorek, 27 maja 2014

Kwiaty dla Mamy

Zamiast  świeżych kwiatów, które w taki upał padają błyskawicznie, na Dzień Mamy przygotowałam kwiatowe zakładki do książek w technice decoupage. Tak oto prezentują się z obu stron:



Powstały w prezencie dla dwóch Mam, a tę lawendową zrobiłam dla siebie, w końcu też jestem mamą:)

Decoupage'm interesuję się od dawna, ale dopiero niedawno postanowiłam spróbować swoich sił w tej dziedzinie, dotąd zrobiłam tylko pisanki. Jest to zajęcie dość pracochłonne i wymagające pewnych inwestycji na początek (niedużych na szczęście:). Za to efekt, przynajmniej dla mnie, jest bardzo satysfakcjonujący. 

Dla niewtajemniczonych: gotową deseczkę, przeznaczoną na zakładkę należy pomalować farbą podkładową (dobrze nadaje się zwykła farba akrylowa do ścian), szlifujemy drobnym papierem ściernym, potem za pomocą kleju z werniksem naklejamy elementy wydarte z serwetek, a po wyschnięciu lakierujemy całość lakierem. To tak w skrócie, oczywiście istnieją różne zaawansowane techniki, jak postarzanie, czy spękanie, o których na razie nie mam zielonego pojęcia. Tak czy inaczej, jeżeli kogoś interesuje ta technika, to polecam spróbować, naprawdę warto! W sieci jest mnóstwo porad i tutków, choćby tu.


6 komentarzy:

  1. Kasiu przepiękne, i na pewno będą dużo dłużej, niż te żywe, a sprawiają więcej radości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Elu, ale i tak nie mogą się równać z Twoim misternym haftem:)

      Usuń
  2. Kasiu! Decoupage mi się marzy, chyba bardziej niż frywolitki, do których chyba nie miałabym jednak cierpliwości... Może kiedyś... Mam świetne pudło do zdecoupage'owania, cały czas czeka... Muszę popatrzeć w sieci... A Twoje zakładki są świetne! A Ty będziesz w to dalej szła? A tak w ogóle to zaczęłaś First Snow czy odpuściłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rób pudło, Karolino, nie ma na co czekać, trzeba spełniać marzenia:) Zwłaszcza, gdy są na wyciągnięcie ręki. Ja na pewno co jakiś czas sobie coś zrobię, bo teraz, gdy mam już podstawowe produkty (klej, lakier i puchę farby od sufitu:), w dowolnej chwili mogę po nie sięgnąć, dokupując tylko serwetki. Może jakieś bardziej zaawansowane techniki wypróbuję, jeśli nie będą wymagały dużych nakładów.
      First Snow zaczęłam, ale jednak odłożyłam na później, bo mam na drutach również Annis. Dłubanie nupków jednocześnie z gwiazdkami to jak dla mnie trochę za dużo:) Lecę właśnie ostatni rządek nupków, więc mam już prawie z górki. Trochę przeraża mnie to, że te gwiazdki wymagają takiej nieprzerwanej koncentracji. Ale zrobię na pewno, podoba mi się to, co już widać:)

      Usuń
    2. Ja właśnie niedawno skończyłam chustę, która wymagała pełnej koncentracji... ufff... to było coś! żadnego audiobooka, żadnego serialu, nic, tylko cisza... ;) Niedługo ją pokażę, musi tylko sesja się odbyć... First Snow wydaje się warta tej "męki" ;););) Jak zrobisz Annis, podlinkuj, bardzo jestem ciekawa!!!
      Pudło stoi jak wyrzut sumienia... Hmmmm... :)
      Pozdrawiam Cię ciepło!

      Usuń
    3. O, to czekam na Twoją nowość:) Zabrałam się za Snow i w sumie nie jest tak źle, jak myślałam. Robię już dziewiąte powtórzenie wzoru B i spokojnie oglądam telewizję przy okazji, chociaż raczej nic wciągającego:)

      Usuń

Dziękuję za komentarz:)