Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogródek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogródek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, listopada 2

Kuchenny ogródek

Taki mini ogródek sobie zrobiłam w kuchni, znudzona bielą boku szafki przy oknie. Kupiłam kilka odpornych na słońce roślin, za doniczki służą ceramiczne pojemniki kuchenne z Ikei, zawieszone na haczykach. Kolorowo, wiosennie, przyjemnie spojrzeć, gdy za oknem zieleń powoli znika.



Robótkowo ostatnio wiele się u mnie dzieje, szyję płaszcz, robię różne decoupage'owe drobiazgi, drutom też nie daję odpoczywać, w końcu zima idzie, trzeba produkować nowe czapki. Już niedługo sprawozdanie z placu boju:)

wtorek, października 15

Sezon liściobrania uważam za otwarty!

Nareszcie! Jesień rozpieszcza nas jeszcze ciepełkiem, a ja sięgam po to, co ta smutna z natury pora roku ma najlepszego i czerpię z tego garściami. Kolorowe liście!


Zbieram naręcza liści i robię sobie z nich kwiaty:) Przecież szkoda, żeby tyle skarbów zmarnowało się już niedługo pod śniegiem:)


W necie jest mnóstwo tutków, jak wykonać kwiaty z liści klonu, a ja pokażę swój sposób, może się komuś przyda.
Zbieram dużo, jak najbardziej różnorodnych liści. Chcę, żeby różniły się wielkością i kolorem, wtedy bukiet będzie ciekawszy. Segreguję je sobie względem wielkości.


Każdy kwiatek zaczynam od najmniejszego listka i stopniowo dodaję coraz większe. Pierwszy składam w na pół i zwijam sobie w rulonik.



Dodaję kolejne złożone na pół listki i owijam wkoło. Kolory wybieram raczej losowo, staram się tylko, żeby każda kolejna warstwa była z większego listka, tak jest mi łatwiej zawijać. Gdy uznam, że wielkość jest dla mnie odpowiednia, zawiązuję ciasno nitkę.




I to tyle. Liściane róże gotowe:) Teraz tylko trzeba je poukładać w bukiety:)


Na razie zrobiłam dwa bukiety, powędrują dziś na prezent do szkoły. A ja pewnie zrobię ich jeszcze bardzo dużo:) Na koniec porównanie nowych bukietów, z ubiegłorocznym. Oczywiście, im dłużej stoją, stają się bardziej przyszarzałe, jednobarwne i kruche. Ale jak widać, spokojnie mogą przetrwać rok. 


Dobrze mieć w pobliżu jakiś park, gdzie można się udać na spacer i pośród innych, równie oderwanych od prawdziwego życia osób, zbierać sobie bezkarnie liście. W naszym miasteczku mamy w okolicy jedynie trzy klony rosnące razem tuż obok szkoły, poza jej terenem i osoba zbierająca naręcza liści i paradująca z nimi w środku dnia powszedniego, a nie jedynie po niedzielnym spacerze, jawi się tu niecodziennym zjawiskiem. Zwłaszcza, gdy to robi wielokrotnie:) W tamtym roku jeden pan pytał się z zaciekawieniem, czy my tak zawzięcie zbieramy grzyby na tym skwerku? Trochę był zawiedziony, że to tylko liście:) A zebraliśmy ich z synkiem wtedy całkiem sporo, bo oprócz bukietów, porozstawianych później w każdym kącie domu zrobiłam też sporych rozmiarów wianek na grób bliskiej osoby. Niedługo znów zrobię. To świetna alternatywa dla paskudnych, plastikowych kwiatków i przemarzających chryzantem.