Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papavero. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papavero. Pokaż wszystkie posty

piątek, października 25

Uwaga, chronić oczy!

Kiedy dziś rano pan paczkonosz zadzwonił do moich drzwi, zrobiłam w myślach szybki rachunek sumienia. Z ulgą stwierdziłam, że jestem niewinna, te tkaniny, co kupiłam ostatnio już przyszły, nie było żadnych ekstrawagancji;) Tym bardziej zaintrygowała mnie zawartość paczuszki. Dopiero rzut oka na nalepkę adresową wyjaśnił wszystko - paczka od Papavero! Zupełnie zapomniałam o nagrodzie, o której pisałam tu. Dotarła wreszcie;)

Zawartość paczki zadziwiła mnie jeszcze bardziej, bo oprócz firmowego kubeczka (już drugiego do kolekcji) otrzymałam kupon połyskliwej złotej dzianiny i kawałeczek dzianiny wiskozowej w kwiaty. Czyli to wszystko, co widać poniżej.



Przyznać trzeba, że Papavero lubi zaskakiwać i tym razem bardzo Jej się to udało:) Z pewnością z tej dzianinki może powstać tylko coś niecodziennie-imprezowego:)

Na koniec przypomnę o zabawie "Podaj dalej", w której biorę udział. Pisałam o tym w tej notce. Jeśli ktoś chciałby otrzymać ode mnie jakiś drobiazg, a potem zorganizować zabawę u siebie na blogu - zapraszam:)

środa, września 11

Niespodziankowa kumulacja

Niezmiernie lubię przygotowywać niespodzianki. Lubię te dni i noce, kiedy w mojej głowie pojawia się pomysł, na początku taki odległy, nieskrystalizowany. Trzeba wtedy przekopać zasoby tkanin i innych drobiazgów w poszukiwaniu odpowiedniego kawałka, który przerodzi się w wymyśloną rzecz. Potem przychodzi czas na dopracowanie w głowie techniki wykonania, wszystkich szczegółów, dopiero wtedy mogę się wziąć do pracy. Często ta wstępna faza trwa dłużej, niż samo szycie, dopóki nie zaplanuję wszystkiego drobiazgowo, nie mogę spać po nocach, tylko myślę:)  A gdy już obmyślę, biorę się z zapałem do pracy. Nagrodą jest satysfakcja i radość, jaką mój drobiazg sprawił drugiej osobie.

Tak się przyjemnie złożyło, że tym razem to mnie czekają niespodzianki. I to aż trzy naraz! Jestem niezwykle podekscytowana, nie mogę się doczekać:)

Pierwsza z nich przyleci do mnie od Eli w ramach zabawy "Podaj dalej". Wiedząc jakie piękne rzeczy tworzy Ela, zapragnęłam mieć choć jakiś drobiazg przez nią uczyniony:) I zgłosiłam się do zabawy na jej blogu. Zabawa polega na obdarowaniu upominkami trzech osób, które pierwsze zgłoszą chęć udziału. Osoba obdarowująca ma rok na przygotowanie niespodzianek. W zamian zgłoszone osoby zobowiązują się zorganizować taką akcję na swoich blogach. Tak więc jeśli ktoś chciałby otrzymać ode mnie w przyszłości jakiś prezencik, proszę być czujnym:)

Druga niespodzianka pochodzić będzie od Leny, u której wierszykiem z częstochowskim rymem wygrałam tajemniczy gadżet w stunotkowej rozdawajce:) Niezmiernie mnie to cieszy:)

Ostatni prezencik (jaka szkoda, że to już koniec:) jedzie do mnie od Papavero. To nagroda za odgadnięcie fasonu i uszycie jako pierwsza tej bluzeczki. Będzie to coś przydatnego każdej krawcowej, kupon tkaniny lub jakieś dodatki. Mam nadzieję, że przekonam się już niedługo:)

środa, maja 22

Komplecik dla panienki:)

Dwa dni odpoczynku to stanowczo za dużo, dziś uszyłyśmy (ja i moja Silverka) kolejną bluzkę. Ale o niej będzie w następnej notce, bo dziś pora na komplecik, który uszyłam dla dziewięcioletniej damy:)


Torebka powstała z wykroju Papavero, tego samego, z którego zaczęłam szyć torbę dla siebie z tej notki. Tu wybrałam rozmiar S i wprowadziłam pewne zmiany (prosty górny brzeg i długi pasek na ramię). Pomiędzy dwie warstwy podklejonej tkaniny wszyłam warstwę ociepliny, przez co torebka stała się dość sztywna a jednocześnie mięciutka:) Torebka tej wielkości mieści spokojnie format A5.




W środku zrobiłam kieszonkę, niedługo powstanie zapewne jakiś tutek krok po kroku:)


Drugim elementem jest mini-kosmetyczko - piórniczek, który uszyłam dzięki temu tutorialowi. Autorka udostępnia do pobrania darmowy wykrój w dwóch wielkościach, ten większy, który prezentuję, mieści na długość długopisy. Saszetka, dzięki szczegółowemu opisowi wykonania szyje się szybko i nie sprawia większych problemów.



Ostatni element, który sobie wymyśliłam, to okładka na zeszyt. Podszyta od środka beżową bawełną w kropki, w środku wypełniona sztywnikiem i ociepliną, żeby była dość sztywna, a za razem mięciutka i przyjemna. Projekt powstał w mojej głowie i zanim udało mi się przekuć go w gotową rzecz, minęły cztery bezsenne noce:) Obmyślałam, testowałam różne rozwiązania, tak, żeby okładka wyszła odpowiedniej wielkości, a szwy nie były grube i dały się łatwo przeszyć. Nie było to łatwe przy ilości warstw, które były do poskładania. Po kilku nieudanych próbach, ścinaniu zbyt grubych szwów itp, musiałam w końcu wykroić nową warstwę spodnią z beżowej bawełny. Na szczęście miałam jej trochę w zapasie i całość wyszła niezwykle satysfakcjonująco:)


Tu kieszonka na okładce i satynowa przekładka.



A w tle widać dżinsową tkaninę, która czeka na uwolnienie, ale jeszcze nie mam na nią pomysłu.

niedziela, maja 19

Coś nowego, coś starego i coś ... w sówki:)

Uf. Ten tydzień upłynął mi pod znakiem maratonu. Maratonu przy maszynie oczywiście:) I przyznać muszę, że poprzeczka, jaką sobie nieświadomie postawiłam, doprowadziła mnie do skrajnego wycieńczenia. Teraz musimy odpocząć, ja i moja maszyna. Za dzień, dwa, będziemy szaleć dalej.

Na początek coś nowego. Najwyższa pora uzupełniać letnią garderobę. Już dawno zapragnęła mi się koszula  z tego wykroju Papavero, wreszcie zrealizowałam ten plan, UWALNIAJĄC z szafy długo oczekujący na swą kolej batyst:


Podeszłam do sprawy metodycznie, z rozwagą, żeby nie zepsuć pięknego, delikatnego batystu. Wymierzyłam, poprzeliczałam, powiększyłam część biustową (z szerokości i długości). I oto efekt:



Jestem bardzo zadowolona, bluzka jest wygodna i dobrze się w niej czuję. Jedyny mankament - poziomy szew w części przedniej nie bardzo ma tu uzasadnienie, jeśli nie robimy na górze zakładek. W następnej połączę oba elementy w całość.

Kolejnym nowym elementem mojej garderoby jest Papaverowa kamizelka:


Trochę miałam obawy, co do tej baskinki, ale postanowiłam zaryzykować i przekonać się, jak się sprawdzi na mojej figurze, nie ukrywając w rozmiarze xxl. Tak oto prezentuje się w całej krasie:



Kamizelka powstała z tkaniny, który mi został z uszycia prezentowanej do kompletu spódniczki. Uszyłam ją w tamtym roku według tego wykroju. Tym samym uzyskałam komplet, UWALNIAJĄC z szafy cały kawałek tej tkaniny:)

Pora na starocie, czyli przedstawienie efektów mojej walki z UFOkami, bo już jutro kolejne podsumowanie akcji. Udało mi się skrócić koszulę i wykończyć sztruksowe spodnie dla synka. Przyznam się ze wstydem, że spodnie przeleżały prawie cały rok, a trzeba im było tylko wszyć pasek i wykończyć nogawki. Aż dziwne, że nadal na synka pasują, na szczęście uszyłam je trochę na wyrost:)


Skróciłam też szczęśliwie mężowskie spodnie, czekające na ten moment aż od zimy. W tym miejscu muszę pochwalić moją niezawodną Silverkę, na grubych dżinsowych szwach wbijała igłę jak w masełko i szła jak burza bez najmniejszego zająknięcia:)




Na koniec przedsmak tego, o czym napiszę ze szczegółami jutro. Komplecik, który uszyłam dla siostrzenicy na prezent komunijny - torebka, mini-kosmetyczka -  piórnik i okładka na zeszyt. Oj, minęło kilka nieprzespanych nocy, zanim moja koncepcja przerodziła się w czyn. Na szczęście wszystko się udało zgodnie z projektem:)


wtorek, maja 7

Dużo wolnego, mało szyciowych konkretów :(

Minął długi, majowy weekend. Niestety przyszło mi cały tydzień walczyć z mocnym przeziębieniem. Moje ambitne plany likwidacji UFOków za sprawą tej akcji musiały zatem ulec przesunięciu na dalszy termin. Udało mi się jednak zdziałać małe co nieco:)

Na pierwszy ogień poszła papaverowa minimalistyczna tunika, którą już od dawna miałam na oku:


Wykrój faktycznie okazał się banalnie prosty. Najwięcej zachodu było z obszyciem lamówką dekoltu, ale i to mnie nie zniechęciło. Niestety w ferworze walki zszyłam szwy boczne NA LEWĄ STRONĘ (!) i nie miałam już cierpliwości do prucia. Tunika musiała zasilić chwilowo UFOkowy batalion, ale obiecałam sobie, że w tym tygodniu ją skończę i wtedy pokażę w całej okazałości.

Po drugie, zmobilizowałam się do uszycia poduszek na kanapę, uwalniając w ten sposób z pudła piękny kawałek bawełny we wzór starodruku:



Mimo, że suwaki są na wierzchu, nie przeszkadza to, udało mi się je dobrać idealnie kolorystycznie. Na kryte zapięcie tkaniny było za mało.

Teraz parę słów na tematy kulinarne. Wczoraj mój młodszy syn skończył 9 lat:) Po wspólnym przejrzeniu naszego ulubionego bloga z wypiekami wybrał na ciasto urodzinowe malinowe lustro. To szybki, pyszny, pachnący latem deser z bitej śmietany z przecierem malinowym i odrobiną żelatyny.
Ponieważ wcześniej już robiłam to ciasto i miałam wtedy problemy z wydobyciem go z tortownicy, postanowiłam zrobić eksperyment i wykonać ciasto bezpośrednio na paterze. Ułożyłam więc na paterze brzeg tortownicy, wypełniając spód biszkoptami zgodnie z przepisem:


Następnie zagotowałam i przetarłam przez sito mrożone maliny, dodałam do nich rozpuszczoną żelatynę, ubiłam śmietanę kremówkę. Wszystkie składniki połączyłam ze sobą i tak przygotowaną masę wyłożyłam na biszkopty. I tu musiałam szybko użyć inwencji twórczej, ponieważ masa, pomimo gęstości, zaczęła wyciekać dołem. Przycisnęłam więc szybko całość ciężką patelnią:)


Po zastygnięciu masy w lodówce na wierz dodałam galaretkę. Gotową całość (po oczyszczeniu brzegów patery) oprószyłam cukrem pudrem, niestety wzorek na galaretce tajemniczo znikł. A oto efekt końcowy:



Zapewne ten deser niedługo powróci do nas w różnych odsłonach ze świeżymi sezonowymi owocami:)

Nie mogąc się już doczekać innych wiosennych przysmaków, przygotowałam wczoraj także pierwsze małosolne ogórki. Co tu dużo pisać, już są pyszne!




niedziela, kwietnia 21

Torebka podwójnie papaverowa

Po pierwsze, powstała na podstawie tego papaverowego wykroju torby na zakupy. Po drugie, ozdobiłam ją wypatrzoną na tym forum makową aplikacją (papavero po włosku oznacza mak:)
Uszyłam ją z beżowej wodoodpornej tkaniny i impregnowanej bawełnianej podszewki.





Rzut oka na detale - aplikacja z resztek wodoodpornych tkanin - w dwóch odcieniach czerwieni i brązowej, ozdobiona żółtymi koralikami - tak się prezentuje wzór z obu stron torebki:




A tu inwencja własna - zapięcie na guzik i obowiązkowa kieszonka na drobiazgi i klucze:



Już jutro torebka stanie się własnością uroczej Agnieszki:)

wtorek, marca 5

Torba w proszku

Już jesienią zapragnęłam nowej, dużej torby. Wybór padł na Papaverowy wykrój torebki w trzech rozmiarach.

Wykorzystałam dawno kupiony do tego celu kawałek tkaniny obiciowej, która niezmiennie urzeka mnie swoim roślinnym motywem:


Niestety mój zapał osłabł wraz z temperaturą jesiennego słońca i torba przeleżała w szafie w takim oto stanie:

Z tkaniny wierzchniej wykroiłam części nr 1, 2, 3 i 4. Część nr 1 można wykroić raz ze złożonej tkaniny, wtedy dół torebki mamy z jednego kawałka. Ze względu na oszczędność tkaniny ja wycięłam dwie osobne części, które potem zszyłam na szerszym brzegu. Części nr 2, 3 i 4 wykroiłam po dwa razy ze złożonej  na pół tkaniny.
Dół torby, po zszyciu części na środku (nr 2) przyszyłam do obu części nr 1, pilnując dokładnie, aby punkty styczne, zwłaszcza na łukach, dokładnie się pokrywały. W ten sposób otrzymałam worek główny torby. W tym momencie uznałam, że mimo dość dużej sztywności tkaniny, torba jest zbyt wiotka, jak na moje potrzeby, dlatego wszystkie powyższe części skroiłam i podszyłam dodatkowo sztywnikiem krawieckim bez kleju (białe fragmenty na zdjęciu).
Kolejnym krokiem było przygotowanie obszycia górnego brzegu - zszyłam boki części nr 3 wzmocnionych sztywnikiem. Przygotowałam również paski na uchwyty.
Tutaj mój zapał się skończył i torebka znalazła swe miejsce na półce z rzeczami do wykończenia. Postanowiłam ją wreszcie odkurzyć i wykończyć, pokażę więc niedługo, jak zszyć wszystko w jedną całość i jak w podszewce wykonać praktyczne kieszonki:)